Pierwsze promienie słońca wkradły się do pokoju bogini, a kiedy tylko oświetliły jej twarz, natychmiast otworzyła swoje fioletowe oczy. W słoneczne dni zawsze się tak budziła. Mimowolnie ziewnęła, podnosząc się do siadu. Każdy jej dzień wyglądał wręcz identycznie i właśnie tak się rozpoczynał. Wyszła ze swojej sypialni, schodząc na parter świątyni, która jednocześnie była jej domem oraz jej Świętych Broni.
— Dzień dobry, panienko Mei! — usłyszała. Obróciła się i ujrzała jak zwykle uśmiechniętą Miyoko. Dziewczyna ukłoniła się, widząc swoją panią. Była trochę przesadnie kulturalna oraz pracowita i darzyła szacunkiem praktycznie każdego. Jako Święta Broń była niezwykle lojalna i zawsze słuchała poleceń Mei, jeszcze nigdy się nie zdarzyło, aby się chociażby zawahała. Po prostu wymarzona Broń dla każdego boga.
— Dobry, dobry... — Zrobiła ruch dłonią, aby się wyprostowała. Tak też uczyniła.
— Dobrze panienka spała? Co by chciała panienka zjeść na śniadanie? — Blondynka podążyła za brunetką, która skierowała swe kroki do jadalni. Tak jak cała świątynia była skromnie urządzona - beżowe ściany ozdobione były ośmioma obrazami, na każdym był wizerunek jakiegoś sławnego bóstwa. Podłoga wyłożona była ciemnobrązowymi panelami. Na środku pomieszczenia znajdował się drewniany, prostokątny stół, a na wokół niego położone zostały karmazynowe poduszki. Kobieta usiadła na jednej z nich.
— Możesz mi dać na śniadanie co tylko zechcesz — Zawsze tak jej odpowiadała, z przyzwyczajenia. Jak zwykle po kilku sekundach dostała miso z ryżem. Podziękowała za posiłek i rozpoczęła jedzenie. Czuła na sobie wzrok dziewczyny, lecz zbytnio się tym nie przejęła.
— Minako dalej śpi? — zapytała, wstając. Zanim pochwyciła tacę z pustymi naczyniami, wyprzedziła ją Miyoko, w błyskawicznym tempie odkładając ją do kuchni i wracając.
— Tak, panienko Mei.
— Mogłabyś ją obudzić? Muszę z wami porozmawiać o czymś ważnym.
— Oczywiście!
Nie czekała na obie dziewczyny długo, gdyż druga blondynka weszła jak na zawołanie do pomieszczenia. To był pierwszy raz od wielu lat, kiedy obudziła o tak wczesnej godzinie. Zwykle pokazywała im się w południe, przez kilka godzin była przymulona i stawała się użyteczna dopiero wieczorem, co było naprawdę kłopotliwe.
— Cześć, słyszałam, że mnie obgadujecie — Minako była zupełnym przeciwieństwem swojej przyjaciółki - zachowywała się dość buntowniczo, nie lubiła pracować, często strzelała fochy oraz droczyła się z każdym. Na szczęście nie przesadzała i Mei prawie nigdy nie narzekała, że ją to boli. Jako Broń starała się robić jak najwięcej po swojemu, aczkolwiek prędzej czy później odpuszczała.
— Nieprawda — fuknęła, krzyżując ręce na piersiach — Mam dla was pewną informację, moje kochane skarbeńka — zaczęła, podnosząc kąciki ust, kiedy złotooka prychnęła słysząc ostatnie słowo — musimy wprowadzić zmiany w naszym życiu. Zaczniemy od ukarania jednego z najgorszych mafiozów w tym mieście, przynajmniej będziemy miały jakąś rozrywkę — zachichotała, zakrywając usta prawą dłonią — Jest żywy, ale nie zasługuje nawet, żeby pójść do... piekła. Więc go przywołam, udam, że się nad nim zlitowałam, ale za jakiś czas go zniszczę. Po prostu wymażę jego istnienie, ot co — Najwidoczniej naprawdę musiała ją znużyć codzienność, skoro zdecydowała się na takie coś.
— Jesteś naprawdę straszna, zdajesz sobie z tego sprawę, co nie? — Minako z przezorności zrobiła jeden krok w tył, aby być bezpieczniejsza. Choć i tak Mei mogła z łatwością zrobić jej krzywdę, choćby uciekła na drugi koniec świata, to byłoby prostsze niż zawiązanie sznurówki - wystarczyło się teleportować do miejsca, w którym aktualnie przebywała.
— Wiele zjaw które zabiłyśmy pojawiły się z jego powodu. Na dodatek zabijał niewinnych ludzi.
— Niech panienka robi co tylko panienka zechce. Każda decyzja panienki jest słuszna — Nikt nie oponował, więc bogini rozpoczęła rytuał. Kreśliła w powietrzu jakieś znaki, szepcząc słowa, które jakoś słyszały jej towarzyszki, lecz najwidoczniej był to nieznany im język, gdyż nie rozumiały niczego. Trwało to dość krótko, choć wydawało się, że każda minuta dłużyła się w godzinę.
Przed nimi błysnęło jasne, białe światło, z którego po chwili wyłonił się mężczyzna. Oczywiście Minako musiała skomentować "Jaki on wysoki". Dla niej każdy był wysoki, bo definitywnie metr pięćdziesiąt to nie było dużo, a dokładnie tyle ona mierzyła.
— Witaj — Wyciągnęła rękę w jego stronę, aby ją uścisnął — Nazywam się Mei i jestem boginią słońca. Od dzisiaj będziesz pod moją opieką, bo tylko my cię widzimy, choć jesteś żywy. Masz wykonywać wszystkie moje polecenia, szanować mnie i moje Święte Bronie, nie rozrabiać, inaczej zabiję cię i pójdziesz do piekła, a uwierz mi, że w mojej świątyni jest o wiele milej. Masz jakieś pytania?
— Gdybym cię nie znała, myślałabym, że cały czas jesteś taka poważna — Najwidoczniej Mina ledwo powstrzymywała śmiech, przynajmniej miała taką minę. Po chwili nie wytrzymała i wybuchnęła piskliwym śmiechem, zginając się w pół. Kiedy miała głupawkę, trudno było ją uspokoić, to wręcz graniczyło z cudem.
— Proszę się nią nie przejmować, paniczu... — Chyba jednak nie tylko Mei czuła się dość nieswojo w jego towarzystwie - Miyoko starała się patrzeć we wszystko, tylko nie w mężczyznę, nerwowo bawiąc się kosmykami włosów — Jak się panicz nazywa?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz